Jak wybrać kota i gdzie go kupić

Zakup bądź adopcja kota to bardzo poważna decyzja, której nie należy podejmować pod wpływem impulsu, na widok ładnego kotka, albo dlatego że znajomym właśnie urodziły się młode, a nasza pociecha już od dawna męczy nas o jakieś zwierzątko. To prawda, że koty są bardziej niezależne od psów, nie wymagają też codziennego kilkakrotnego wyprowadzania, i potrafią zająć się sobą gdy jesteśmy w pracy. Wymagają jednak olbrzymiej uwagi, zainteresowania i opieki, przywiązują się bardzo do swojego opiekuna i brak zainteresowania wywołuje u nich poczucie porzucenia, stres, i typowo dziecięce zachowania mające zwrócić na siebie uwagę, nie zawsze akceptowane przez właścicieli, jak uparte wchodzenie w miejsca zabronione, odrapywanie akurat tych mebli, na których nam zależy, bądź głośne miauczenie z byle powodu. Kot nie jest stworzeniem "bezobsługowym", jest zwierzęciem bardzo wrażliwym, nieodpornym na stres, a jeśli doświadcza go w sposób przewlekły, łatwo zapada na różne choroby. Choroby od somatycznych po takie dotyczące psyche, czyli z objawami jak ludzka depresja.

Clara, styczeń 2006, w trakcie jednej z ulubionych zabaw w 'chowanego' Przed zakupem bądź adopcją należy bardzo dobrze zastanowić się, jak dużo czasu możemy poświęcić naszemu pupilowi, jak często wyjeżdżamy, czy będzie ktoś, kto się nim zaopiekuje podczas naszej nieobecności, jakim budżetem dysponujemy. O budżecie pomyśleć trzeba zresztą zawsze, nawet w przypadku, gdy decydujemy się na adopcję kotka ze schroniska, czy przygarnięcie bezdomnej biedy, przytulającej się z nadzieją do naszej wycieraczki. Żołądki, zdrowie, pragnienie ciepła i bezpieczeństwa, są takie same u każdego kota, bez względu na pochodzenie. Koty domowe zasługują na dokładnie taką samą opiekę, co nasze rodowodowe mruczki, zasługują na nią tym bardziej, że często ich start w życie jest znacznie trudniejszy. Mówiąc o pieniądzach mam na myśli nie tylko te, których potrzebujemy do kupna kociaka, jeśli zdecydujemy się na kota rodowodowego, ale również te, których potrzebować będziemy potem na utrzymanie, zabawki, leczenie (odpukać). Najczęściej nie myślimy o tych wszystkich rzeczach w momencie zakupu kota, wtedy widzimy jedynie puszysty, przymilny kłębuszek. Kot żyje kilkanaście lat, i na tyle musimy być gotowi stworzyć mu dom.

Na co musimy się przygotować?

- koty mają zwyczaj budzenia właścicieli pomiędzy 4 a 6 , najczęściej jest to godzina 5, tak po prostu, przychodzą się poprzytulać, mruczą prosto w ucho, gilgoczą wąsami, niekiedy jeszcze przy tym miauczą;
- koty wejdą wszędzie, najczęściej newralgicznym elementem jest wchodzenie na stół; większość z nowych właścicieli obiecuje sobie, że nie pozwoli na takie ekstrawagancje, i rzeczywiście koty szybko uczą się nie wchodzić na stół przy człowieku, doskonale jednak wszystko sprawdzą pod naszą nieobecność.

Kot jest też bardzo wymagającym stworzeniem pod względem otoczenia, co niekiedy trudno jest przyjąć nowym właścicielom. Otoczenie, dobra organizacja przestrzeni, są dla samopoczucia naszego kota kluczowe. To bardzo często niedoceniany element, a zapewnienie kotu poczucia bezpieczeństwa wiąże się bardzo często z przemeblowaniem tego, co mamy w domu, zakupem bądź domontowaniem dodatkowych elementów, takich jak drapaki czy półki. Więcej piszę o tym w zakładce Kot w domu.

Jaki kot: rasowy czy nierasowy?

Zdecydowana większość kotów posiadanych przez ludzi to koty nierasowe, często tzw. znajdy. Wielu hodowców tak właśnie zaczynało swoją przygodę z kotami. Za wyborem kota nierasowego kryje się najczęściej bardzo prosty czynnik, jakim są pieniądze - są to koty rozmnażane przypadkowo, w związku z tym oddawane za darmo "w dobre ręce". Kot rasowy jest drogi, tak więc już na starcie należy przygotować się na spory wydatek, zależnie od rasy. Jeśli nie mamy pieniędzy na kota rasowego, to może powinniśmy pomyśleć o kotku ze schroniska, albo małym dachowcu których rodzi się ciągle nadmiar, jako że nie ma w naszym kraju obowiązku kastracji zwierząt nie przeznaczonych do hodowli. Kot nierasowy może być doskonałym przyjacielem. Jedyną właściwie niekorzystną cechą takiego rozwiązania jest fakt, że na ogół nic nie wiemy o rodzicach, czyli trudno nam będzie przewidzieć temperament naszego kota jako już dorosłego. Kot rasowy wolny jest od tych niepewności. Jego rodzice są znani, możemy obserwować ich zachowanie, zobaczyć w jakich warunkach się urodziły, i jakie było ich traktowanie, czy są przywiązane do człowieka. Wiemy na pewno, jak nasz kot będzie wyglądał. Co więcej, wiele ras ma swój charakterystyczny rys psychologiczny, jeśli zależy nam na kocie który nie będzie się za bardzo wspinał po firankach, brytyjczyk jest wyborem idealnym. Chociaż nie należy oczekiwać, że przeleży jak posąg cały dzień, i wiele brytyjczyków to koty bardzo sprawne i ruchliwe.

Nie odradzam absolutnie wzięcia nierasowego kota ze schroniska, bądź przygarnięcia takiego, który nie ma innego domu. W bardzo wielu schroniskach znajdziemy koty podobne z wyglądu do kotów rasowych. Powinniśmy po prostu dokładnie przemyśleć, czego chcemy, jeśli zależy nam na bardzo konkretnym wyglądzie, trzeba kupić kota w hodowli, a przed tym zapoznać się z charakterystyką danej rasy i sposobami jej pielęgnacji. Jeśli nie zależy nam na wyglądzie, pamietajmy o czekających na ciepłe domy porzuconych kocich biedach. Znam też wiele domów, w których pogodzono obie możliwości, i na jednej kanapie wylegują się razem odratowany "dachowiec" i rodowodowy arystokrata. W przypadku kota nierasowego apeluję o równie staranną opiekę, jak w przypadku kotów rasowych, i oczywiście o kastrację. Zbyt często spotkałam się z postawami traktowania kota ze schroniska badź przygarniętego jako zwierzęcia, które ma sobie samo radzić, bo w razie straty... nie ma straty, bo przecież nic nie kosztuje. Wiem, że brzmi to brutalnie, ale proszę mi wierzyć, są to postawy, z którymi zetknęłam sie osobiście. Kwintesencją takiego podejścia jest zdanie, które wygłosił jeden z moich znajomych, na co dzień właściciel pięknego kota domowego, na widok moich brytyjczyków: "Fajne te koty, nawet bym sobie może takiego sprawił, ale to już kłopot, a nie tak jak Pimpek, jak gdzieś zginie to najwyżej, wezmę sobie innego, a tu już za taką kasę to przecież musiałbym pilnować." Pilnować trzeba zawsze, bo życie jest tak samo cenne dla każdego kota, który nie jest świadomy czy i ile ktoś za niego zapłacił.

Jeśli już zdecydujemy się na kota rasowego, doradzam przejrzenie jak największej ilości hodowli, rozmowę z hodowcą, bardzo dużo nam to powie o atmosferze panującej w domu. Ważne jest również, jak duża jest hodowla. W niektórych bardzo dużych hodowlach koty nie są trzymane stale z ludźmi, i proces ich socjalizacji przebiega inaczej, niż w przypadku kotów wychowanych "na ludzkiej piersi". Ale nie można kierować się jedynie ilością kotów, bo są hodowle, w których hodowcy nie zajmują się niczym innym, poza swoimi podopiecznymi, i doskonale opiekują się większą ich ilością, a są i takie, w których kotów jest niewiele, ale inne zajęcia sprawiają, że poświęca im się zbyt mało czasu. Żeby to ocenić, trzeba nawiązać kontakt z hodowcą, jeśli to możliwe, odwiedzić. Piszę: jeśli to możliwe, bo przy małych kociętach, które wymagają kwarantanny w różnych momentach swojego życia, porodach, i innych zabiegach, niekiedy trudno jest znaleźć odpowiedni na wizytę moment. Wtedy rozmowa telefoniczna, wymiana listów, zdjęć, naprawdę wiele może nam powiedzieć o atmosferze i podejściu do swoich zwierząt danej osoby. To samo działa zresztą w drugą stronę - pamiętajcie Państwo, że i my bardzo uważnie Was słuchamy, bo jeśli walczy się niekiedy o kocię od pierwszych minut jego życia, wybór domu jest obarczony dużym ładunkiem emocjonalnym, po prostu chcemy, żeby nasz kot był kochany przez nowych właścicieli równie mocno, jak przez nas, chociaż w naszej próżności najczęściej wydaje nam się, że znalezienie takich osób jest niemożliwe :) Największym wrogiem, jak we wszystkim w życiu zresztą, jest pośpiech. Doradzam wizytę na wystawie, a najlepiej na kilku, popatrzenie na kolory, na typy kotów, jakie nam się podobają, i to podobają się za każdym razem, jakie kolory bądź rasy się "nie opatrują", a wręcz przeciwnie, wydają nam się coraz piękniejsze. To zapowiedź prawdziwej miłości :) Wystawa jest też doskonałą okazją do rozmowy z upatrzonym hodowcą, jeśli akurat jest.

Jeśli już zdecydowani jesteśmy na kota rasowego, nie należy kupować go na giełdzie czy targowisku. Teraz na szczęście jest to zwyczajnie niezgodne z prawem, ale prawo nie zostało utworzone bez powodu. Przy zakupie poza hodowlą, późniejszy kontakt ze sprzedawcą jest zazwyczaj utrudniony, jeśli nie niemożliwy, a zwierzęta bardzo często okazują się później obarczone różnymi przypadłościami. Oczywiście nie jest to regułą, i z całą pewnością znajdziecie Państwo mnóstwo znajomych, którzy są bardzo zadowoleni z takiego zakupu i oszczędzonych pieniędzy. Nie mogę narzucać tutaj nikomu, jak ma postępować, ale dobrze jest, myślę, znać różne aspekty problemu. Cena kociąt rasowych nie bierze się tak zupełnie "z powietrza", każdy, kto szuka kota rasowego, zagląda przecież przede wszystkim do renomowanych hodowli, patrzy jak utytułowani są rodzice, a pokrycie kotki kocurem z tytułem Supreme Champion to zupełnie inny koszt, niż biegającym po podwórku kocurem sąsiadów. Na cenę kociąt rasowych składa się zresztą nie tylko czysto finansowy koszt wystaw, badań specjalistycznych, kryć, ale również wycena pracy, jaką hodowca wkłada w odpowiednie wychowanie kociąt. Praca ta wcale nie jest jednakowa, a jeśli hodowla zajmuje się równocześnie kilkoma rasami psów i kotów, zwyczajnie nie da się wszystkim poświęcić tyle samo czasu, co w przypadku kilku hodowlanych kotek. Prawda jest taka, że "opiekuję się" telefonicznie bądź mailowo ogromną ilością kotów nie pochodzących z mojej hodowli, a kupionych pochopnie w pierwszym możliwym źródle, z którym kontakt okazał się potem niemożliwy, albo zwyczajnie sprzedający powiedział wprost, że "towar" sprzedany, dostarczony, i na tym koniec. Trudno jest jednak pomóc w niektórych sprawach, nie znając kota od urodzenia, nie znając jego rodziców, gdy nie ma kogo zapytać o podstawowe sprawy. Dlatego jeśli kot rasowy, to z hodowli, w której czujemy, że widzimy świat podobnie.

Kociak czy dorosły kot?

Kocięta są wspaniałe. Mają niewyczerpaną energię, i nieodpartą radość życia, która jest zaraźliwa dla wszystkich domowników. Nie można się nie uśmiechnąć, gdy widzimy takiego małego diabełka w akcji, udającego cały czas dorosłego kota, polującego właśnie na nogę stołu bądź cokolwiek innego, co akurat się poruszyło. Są przy tym oczywiście niezdarne i rozbrajająco nieskuteczne. Psoty, które doprowadziły cię dziesięć minut wcześniej do białej gorączki, idą w niepamięć, skoro tylko ciepła kuleczka, mrucząc rozgłośnie, ułoży ci się na piersiach. Albo kiedy zacznie ci zadawać rozkoszny ból, udeptując twoje kolana ostrymi jak szpileczki pazurkami. Albo jak usłyszysz ciche pomiaukiwanie tymczasowo zagubionego przyjaciela, który szuka swojego jedynego pana. Takie chwile są warte uganiania się za kociakiem, wypłaszania go z mebli, wyciągania go sobie spod siedzenia i sprzątania po nim.

Ta radość ma jednak swoją cenę. Kocięta są jak dzieci, jeśli w domu jest coś do zepsucia, kociak na pewno to znajdzie, i oczywiście narozrabia. Podobnie więc jak dzieci, kocięta wymagają ciągłego nadzoru i wychowywania, ciągłego pouczania co im wolno, a czego z całą pewnością nie będziemy tolerować. Dla wielu ludzi to zbyt wiele zachodu, wolą więc oni kupić dorosłego już kota, który okres największej aktywności ma już za sobą. Odpowiednie wychowanie kociaka wymaga też pewnej wiedzy, i jeśli jest to Państwa pierwszy kot, trzeba zapewnić sobie stały i dobry kontakt z hodowcą, który pomoże nam w trudniejszych sytuacjach. Wzięcie do domu kociaka jest z całą pewnością dobre dla ludzi, którzy nie chcą pozbawić się obserwowania, jak kot się rozwija, i mają wystarczająco dużo cierpliwości do przyuczania i wychowywania kociego dziecka. W przypadku osób, które nie lubią napadów niekontrolowanej energii, biegania, być może drobnych szkód w domu, jak stłuczony wazonik czy zaciągnięta firanka, lepiej jest wziąć do domu kota już dorosłego. Trzeba tu jednak koniecznie zwrócić uwagę, że w ten sposób pozbawiamy się przepięknego okresu włączania kota do życia całej rodziny, patrzenia jak dorasta i staje się nieodłącznym członkiem naszego małego ludzkiego "stada". Musimy pogodzić się z faktem, że nasz kot będzie miał już swoje przyzwyczajenia, i dobrze by wtedy było, żebyśmy przynajmniej wiedzieli, z jakiego domu pochodzi. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, dlatego trzeba pamiętać, że taki dorosły kot potrzebował będzie więcej czasu, żeby zaaklimatyzować się w naszym domu, nauczyć naszych zwyczajów, i uznać nas za swoją rodzinę. Na pewno jednak proces ten będzie przebiegał spokojniej niż w przypadku kociaka.

Na pewno nie należy się bać kotów starszych, bardzo często myślicie Państwo, że kot roczny czy nawet starszy już Was nie pokocha, nie przyzwyczai się do nowego domu. Nie jest to prawdą, chociaż trzeba mieć świadomość, że kot dorosły na pewno będzie aklimatyzował się dłużej (chociaż i tutaj są wyjątki). Jedna z moich kotek przyjechała do naszego domu jako półtoraroczna panienka, i nie było jej na początku łatwo, pierwsze dni była bardzo wycofana. Teraz jest to jedna z najchętniej okazujących nam uczucia kotek, szczególnie w stosunku do mojego męża :) .

Decydując się na kota, bez względu na jego wiek, musimy pamiętać, że konieczne będzie zwrócenie uwagi na otoczenie, ponieważ wiele rzeczy w naszym domu może okazać się dla niego niebezpieczne. Zabezpieczenie okien i balkonów, zamykanie pralek, piekarników i kuchenek mikrofalowych, nie pozostawianie w zasięgu kota torebek foliowych, zwrócenie uwagi na rośliny, bo niektóre z nich są dla kota niebezpieczne, w stosunku do kociąt to wszystko odnosi się oczywiście w dwójnasób. Więcej na ten temat w zakładce Kot w domu.

Kotka czy kocur?

Zarówno kocur jak i kotka są wspaniałymi towarzyszami. Jedyną różnicą jest wielkość - kocury są generalnie zdecydowanie większe od kotek. Jeśli chodzi o charakter, koty są wielkimi indywidualnościami, i nie można zdecydowanie stwierdzić, że charakter kota zależy od jego płci. Z moich obserwacji wynika, że statystycznie kocury są bardziej przytulne od kotek, ale kładę nacisk na słowo "statystycznie". Wydałam z hodowli sporo kotek, które okazały się nie mniej przytulne od swoich braci. Ale faktem jest, że rzadziej trafia się egzemplarz "niedotykalski" wśród kocurów niż kotek.

Wybór płci może też zależeć od tego, jakie koty już są w domu. Niekiedy właściciele kierują się prostym wyborem, że skoro mają już kotkę, teraz będzie kocur, i odwrotnie. Płeć nie ma znaczenia, jeśli chodzi o radość z obcowania z kotem, będzie ona równie wielka bez względu na nią.

Oczywiście mowa jest tu o kotach kastrowanych. Problemy z dobrym pożyciem, że tak się wyrażę, będziemy mieli zawsze w przypadku kotów niekastrowanych, i znów będą to problemy bez względu na płeć.

Jedynym pewnikiem co do różnic w płciach jest to, co napisałam na początku: kocury są zdecydowanie większe. W przypadku brytyjczyków wyglądają naprawdę imponująco.

Jak przygotować się na przybycie kota

Z pewnością łatwiej będzie kociakowi zadomowić się w nowym otoczeniu, jeśli będzie miał własne posłanie. Jeśli przyszły właściciel może mnie odwiedzić przed odbiorem kotka, na ogół proszę, żeby przynieśli mi kocyk bądź posłanie, tak żeby "przesiąkło" zapachami mojego domu, i zabrało niejako kawałek rodzinnego gniazda do nowego otoczenia. Nie zawsze oczywiście jest to możliwe, bardzo często kociak wyjeżdża daleko, i trudno przejechać pół albo i całą Polskę w celu przywiezienia posłanka, nie mówiąc już o przypadkach, gdy kociak wyjeżdża za granicę. Jeśli jest to możliwe, "kawałek domu" na pewno ułatwia kotu aklimatyzację. Nie należy natomiast zabierać żadnych domowych kocyków i innych źródeł zapachów, jeśli kot jest tym drugim - w takim przypadku, im szybciej pozbędzie się "rodzinnej" woni, tym lepiej dla jego kontaktów z rezydentem. I pamiętać trzeba, że niekoniecznie to, co my uznamy za miejsce do odpoczynku, zostanie zaakceptowane przez kota - najczęściej wybierają sobie własne miejsca na legowiska, uwielbiają nasze fotele, parapety, komody, i trzeba też mieć na względzie fakt, że bardzo często miejsca ulubione są "rotacyjne", czyli to do niedawna obojętne może stać się ukochanym, i odwrotnie.

Innymi przedmiotami, w które musimy się zaopatrzyć przed przybyciem nowego domownika, sa miski i kuweta bądź kuwety, jeśli mamy duży dom, do tego wielopoziomowy. Zapytajmy hodowcę, do jakiej kuwety kot był przyzwyczajony, krytej czy nie, na początku na pewno lepiej będzie, żeby był to typ znajomy kotu. Podobnie piasek, lepiej, żeby był na początku tego samego typu, jakiego używał hodowca, w miarę upływu czasu możemy go sobie wymienić na taki, który nam będzie odpowiadał.

Koniecznym elementem umeblowania kota jest drapak, przy czym musi on spełniać kilka warunków, zarówno co do wykonania, jak i ustawienia w pokoju. Tak naprawdę drapak powinien stać w każdym pomieszczeniu, w którym często przebywa kot. Jeśli planujemy więcej kotów, drapaków też trzeba przewidzieć więcej. Więcej piszę na ten temat w zakładce Kot w domu

Zabawki to kolejna bardzo ważna rzecz, bynajmniej nie luksus! Z tego, co zaobserwowałam, najbardziej ukochanymi zabawkami sa małe myszki, ja zawsze daję taka jedną lub dwie, żeby kotek miał coś znajomego. Oczywiście kot sam "wskaże" nam, czym lubi się bawić. Moje koty gardzą wyszukanymi zabawkami, a ukochanym przedmiotem do polowania, poza wspomnianymi myszkami, są wszelkiej maści sznureczki, sznurowadła, itp.

O jedzeniu nie wspominam, bo to oczywiste, ale tego trochę na początek zawsze dostaniecie Państwo od hodowcy.

Więcej na ten temat piszę w zakładce Kocie wyposażenie

Gdzie kupić kota, a gdzie go absolutnie NIE kupować

Tutaj jest zawsze ogromny dylemat dla Państwa, a dla mnie zwyczajnie niezręczność. Postaram się jednak wyłuszczyć, dlaczego moje poglądy są takie, a nie inne. Zwłaszcza, że to, co napiszę, dotyczy nie tylko kotów, ale również psów czy papug, generalnie zdecydowanej większości zwierząt.

Kota kupujemy tylko z zarejestrowanej hodowli. Jeśli żal nam pieniędzy, albo ich nie mamy, bierzemy kota ze schroniska bądź przygarniamy "z ulicy". Kupno poza hodowlą jest kupnem zwykłej podróbki, "wyprodukowanej" często nielegalnie, bez przeprowadzenia kontroli zdrowia czy "jakości" danych kotów. Więcej o pokrętnych tłumaczeniach, dlaczego rozmnaża się koty bez rejestracji hodowli, piszę w zakładce O rodowodach. Chciałabym być dobrze zrozumiana - nie walczę z pokątnie rozmnażającymi koty dlatego, że się ich w jakiś sposób boję, że odbierają mi "klienta". Jestem wystarczająco nieskromna, żeby napisać wprost, że koty pochodzące spoza zarejestrowanych hodowli nie są dla mnie żadną konkurencją. No i przyszły opiekun moich kotów, który miałby siebie postrzegać jako "klient", a moje koty jako "towar", nie jest moją "grupą docelową", żeby już się trzymać terminologii ekonomicznej.

Kota nie należy kupować w pewnych miejscach nie dlatego, że to przesądza o jego zdrowiu bądź chorobie, jak to można zobaczyć na stronach wielu hodowli. Nie znajdziecie Państwo nigdzie na mojej stronie argumentu, że koty należy kupować w zarejestrowanych hodowlach, bo tylko wtedy macie Państwo gwarancję, że kot będzie zdrowy. w najlepszych rodzinach, najbardziej kochającym rodzicom odchodzą dzieci z powodu chorób, na które medycyna nie zna lekarstwa. Od początku, od kiedy prowadzę hodowlę, zawsze powtarzam, że jeśli ktoś pisze na stronie, że koty z jego hodowli są bezpieczne od chorób, wykazuje się zwykłą niewiedzą. Że są zdrowe - oczywiście tak, bo badamy koty, i wiemy, że w danej chwili są zdrowe. W hodowlach badamy również koty pod kątem niektórych chorób genetycznych, tych, co do których opracowane są odpowiednie testy, co pozwala nam używać do rozmnażania tylko te, które wolne są od tych wadliwych genów, które znamy. Nie ma tych badań zbyt wielu, ale eliminacja nawet kilku schorzeń to zwiększenie szansy kociąt na zdrowe i długie życie. Ale nikt z hodowców ani lekarzy nie może zagwarantować, że kot z zarejestrowanej hodowli jest wolny od wszelkich schorzeń i nigdy nie zachoruje, ani nikt z kupujących nie może tego oczekiwać. Kot zawsze może zachorować. Niekiedy śmiertelnie. Ja wiem, że to może prawda nieprzyjemna, ale prawda ma to do siebie, że nie dba o nasze samopoczucie. Przez moje dotychczasowe 7 lat prowadzenia hodowli ja sama musiałam się zmierzyć ze śmiercią jednego z kotów pochodzących z mojego domu.

W pewnych miejscach nie kupujemy kotów, bo zanim trafią do naszych domów, ich życie niewiele ma wspólnego z pojęciem dobrostanu. Pobyt w sklepie, w klatce, nie jest miejscem dla ssaków czy ptaków. Nie kupujemy więc kotów w sklepach zoologicznych, chociaż przecież wydają się być do tego przeznaczone. Są przeznaczone do kupna sprzętu, karmy, itp., nie zaś zwierząt typu pies czy kot. Nie dla papugi. Pobyt w samotności, w stresie, bez zapewnienia odpowiedniego kontaktu z człowiekiem, bez prawidłowej socjalizacji, skutkuje potem problemami w przyszłym domu.

Nie kupujemy też kota na giełdzie, nieważne, czy jest to giełda "fizyczna", typu targowisko (to na szczęście jest już zabronione przez prawo), ale również na tych internetowych typu Allegro. Na Allegro nie powinno tak naprawdę być żadnej hodowli, bo w regulaminach prawie już wszystkich związków felinologicznych jest zakaz wystawiania zwierząt na giełdach elektronicznych. Niestety, nie każdy hodowca uważnie czyta regulaminy, a z tych czytających nie każdy ich przestrzega, jak to w życiu. Ja uważam, przekornie do opinii na temat natury Polaków, że prawo jest od tego, żeby go przestrzegać. Zdecydowana większość kotów na Allegro to koty spoza zarejestrowanych hodowli, rozmnożone ot tak, żeby sobie "dorobić". Koty takie nie posiadają rodowodów nie z troski o ich przyszłe życie, pozbawione ewentualnego wystawiania (nie ma obowiązku wystawiania kotów rodowodowych), a z tego prostego powodu, że pokątnie rozmnożony, nigdzie nie zarejestrowany kot zwyczajnie nie ma prawa do papierów, bo jak potwierdzić ojcostwo, pochodzenie kociąt, licencję hodowlaną? Ceny takich kotów są, uważam, bardzo wysokie, bo dochodzą niekiedy do 1000 zł. Za tę kwotę można już kupić niekiedy kota z hodowli, nie jest to częste, ale znam wiele osób, którym się to udało. Rozmnażanie przez ludzi swoich kotek z kocurem sąsiada, często innej rasy (czym sprzedający na Allegro niekiedy wręcz się chwalą), bez wiadomości, czy dany kot został przebadany w jakimkolwiek kierunku, nie jest postępowaniem ani etycznym w stosunku do zwierząt, ani uczciwym w stosunku do kupujących. Dlatego nie są to miejsca do kupowania zwierząt takich jak psy czy koty.

Nie kupujemy kociąt poniżej 12 tygodnia życia. Tylko taki wiek umożliwia pełny program szczepień i odrobaczeń, i jest to minimalny tak naprawdę wiek, w którym kocię jest w pełni niezależne od matki. Niezależność to nie jest umiejętność załatwiania się do kuwety i samodzielnego jedzenia. To stan, w którym rozłąka z matką wywoła być może zdziwienie, ale chęć poznawania świata sprawi, że na tym zdziwieniu się skończy, i zacznie się poznawanie nowego domu i opiekunów. Tak naprawdę najlepiej, jeśli do nowego domu idą kociaki starsze niż to minimum, są one jeszcze bardziej stabilne emocjonalnie, i bardziej ciekawe wszystkiego, co nowe. Kocięta rozmnażane poza hodowlami najczęściej opuszczają swoje domy jako 8-9 tygodniowe dzieci. To stanowczo za wcześnie.

Staramy się w swoich hodowlach robić wszystko, aby minimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia różnych chorób. Minimalizowć nie znaczy wykluczyć i zapewnić kotu długie i na pewno pozbawione choroby życie. Nawet sobie nie potrafimy tego zapewnić. Warto jednak, decydując się na kota o określonym wyglądzie i temperamencie, bo tylko wtedy ma sens wydawanie pieniędzy na kota rasowego, przejrzeć i wypytać o wszystkie opisane przeze mnie sprawy hodowców. Szukać kota tam, gdzie nawiąże się nić porozumienia. Kontakt z hodowcą może się jeszcze wielokrotnie w różnych sprawach okazać konieczny. To kolejna rzecz, której nie zapewni zakup na żadnej giełdzie.

Nie twierdzę, że w każdej hodowli jest takie samo podejście do kotów i kupujących, hodowle prowadzą w końcu ludzie, a ci są przecież różni. Podobnie, jak różni są kupujący, mają różne oczekiwania, jedni są gadatliwi i lubią dużo pytać, inni chcieliby tylko dowiedzieć się, czy dany hodowca ma kocięta. Bardzo ważne jest, żeby te różne typy jakoś się odnalazły na bazie podobieństw, a nie różnic. Hodowli kotów brytyjskich jest ogrom, to bardzo popularna rasa, i naprawdę jest w czym wybierać. Jeśli coś nam nie pasuje, nie mamy poczucia, że rozmowa jest szczera i otwarta, są sprawy, o które boimy się zapytać - należy poszukać innej hodowli. Ale pamiętajmy, że to działa i w drugą stronę - jeśli traficie Państwo na dociekliwego hodowcę, nie możecie bać się pytań lub nie udzielać na nie odpowiedzi, bo wtedy hodowca poszuka sobie innego opiekuna dla swoich kociąt. Ja w każdym razie tak to traktuję, nie szukam nabywców. Szukam ciepłych, kociozakręconych, kochających zwierzęta domów dla moich podopiecznych. Takich ludzi, którzy jakoś przeżyją, że o każdym kocie urodzonym pod moim dachem zawsze będę mówiła "mój".

Umowa kupna kota

Kota kupujemy zawsze z umową. Umowa kupna kota jest wypadkową ustaleń obu stron - często jest modyfikowana na konkretne potrzeby. Na pewno muszą się w niej znaleźć:

- dokładne dane kota, łącznie z nr rodowodu i chipa, jeśli go posiada, imionami rodziców, datą urodzenia, kolorem, itp. (chipowanie kotów "na kolanka" nie jest obowiązkowe! Niektóre hodowle chipują wszystkie swoje koty, bez względu na przeznaczenie)

- cena i warunki płatności;

- dane hodowcy i kupującego, i to dokładne, jak w każdej umowie, czyli nr dowodu osobistego, adres, itp.;

- opis kota, czyli na jakich warunkach jest kupowany (na kolanka, wystawowy, hodowlany, wystawowo-hodowlany, co strony ustalą);

- na co kot został zaszczepiony, na co on bądź jego rodzice zostali przebadani, czy ma czy nie ma wad;

- najbardziej drażliwe kwestie, czyli jak strony postępują w razie choroby kota - w umowach jest standardowo napisane, że ma się jakiś czas na przeprowadzenie własnego badania u swojego lekarza (zazwyczaj są to 3 dni). ale trudno mi sobie wyobrazić oddanie chorego kota - bardziej budzą emocje choroby pojawiające się po tym terminie, w ciągu roku na przykład, albo pół, albo w ogóle - to właśnie trzeba doprecyzować. Co się dzieje, jeśli kot umrze - (w sensie emocjonalnym to niczego nie da się zrobić, ale jeszcze jest ten twardy świat realny), zdarzyć może się wszystko... I do jakiego czasu choroba bądź śmierć kota "wiąże" hodowcę - trudno hodowcy odpowiadać za to, że dorosłe zwierzę na coś zachoruje, i co gorsza, umrze. Ale tak naprawdę nie wszystko da się ująć, chodzi o ten pierwszy okres, no nie wiem, że kot miesiąc po odebraniu odszedł. Albo odszedł jako już dorosły, ale np. z powodu wady genetycznej/rozwojowej, która ujawniła się dopiero w wieku dojrzałym - i takie przypadki się zdarzają. Oczywiście nie da się omówić wszystkiego, ale jakieś ramy, kiedy na przykład można liczyć na zwrot pieniędzy, i w jakiej kwocie, powinno się ustalić;

- hodowcy zazwyczaj zastrzegają, co się dzieje z kotem, jeśli z jakichś powodów nie można go zatrzymać - to bardzo ważny punkt, proszę go uważnie przeczytać;

- niektóre umowy zawierają kary umowne za niedotrzymanie warunków - trzeba się z nimi zapoznać, bo nie są pustym paragrafem. Należy zastanowić się przed zakupem, czy umowa nam odpowiada, jeśli nie, negocjujemy, a nie "przyklepujemy", że jakoś to będzie, bo umowa to rzecz święta, nie tylko zresztą ta na papierze.

Dobrze jest też zwrócić uwagę na to, czy w umowie jest mowa o sprawach najtrudniejszych, czyli gdy kot zachoruje, bądź umrze. Oczywiście nikt z nas nie może zagwarantować, że wyhodowane przez nas kocię nigdy nie zachoruje. Mówię o sytuacjach, gdy kot wkrótce po przybyciu do nowego domu zdradza jakieś niepokojące objawy, albo, co gorsza, umrze. Nikt nie myśli o najgorszym odbierając ciepłą, ufną kuleczkę, ale nie wszystko da się przewidzieć w pierwszych trzech miesiącach życia u hodowcy. Dobrze jest wiedzieć, czy możecie Państwo liczyc na pomoc w razie problemów zdrowotnych, w tym również tę finansową. Każdy hodowca reguluje takie rzeczy w umowie, mniej lub bardzej konkretnie. Proponuję wypytać o te warunki bardziej niż mniej konkretne, choćby nie wiem jak bardzo abstrakcyjne wydawały się w momencie odbioru kociaka.

Autor: © Dorota Szadurska.