Koty brytyjskie
   British Shorthair

      hodowla

     Agilis Cattus*Pl


Ryby były w naszym domu od zawsze. Były to pierwsze zwierzęta, jakimi postanowiliśmy się zająć. Początkowo było jedno małe akwarium, zajmowaliśmy wtedy pokój o powierzchni 9 metrów kw. i uważaliśmy, że na nic dużego nie możemy sobie pozwolić. Bardzo szybko okazało się, że po odpowiednim przemeblowaniu nawet w takim pokoju z powodzeniem może stanąć akwarium o pojemności 200 litrów, co też się dokonało.
Dziś mamy już zdecydowanie więcej miejsca, w naszym domu jest więc 6 akwariów. Dwa z nich należą do dzieci, Arek specjalizuje się w hodowli zbrojników, a ulubionymi rybkami Agnieszki są brzanki.
W naszym akwarium zawsze królowały pielęgnice. Piękne ryby, niezwykle rodzinne, wspaniałe do obserwowania. Oczywiście zawsze się chętnie rozmnażały, co niekiedy było bardzo kłopotliwe, bo co tu nagle zrobić z ławicą akar pomarańczowopłetwych albo trzema pokoleniami księżniczek z Burundii?
Dziś w naszym akwarium królują pielęgnice papuzie, systematycznie wykopujące rośliny, które z taką troską zasadzam, a robią to oczywiście w celu zbudowania gniazda i złożenia ikry.

To chyba znaczy, że im dobrze...





Żółwie pojawiły się w naszy domu wkrótce po rybach. Łatwo nam określić ich wiek, ponieważ dokładnie w tym samym roku urodziła się Agnieszka. Nasze żółwie mają więc 14 lat. Są to żółwie ozdobne, nazywane też czasami czerwonolicymi.
Gdy je kupowaliśmy, zdecydowaliśmy się na dwa, bo uznaliśmy że jeden będzie czuł się samotnie. Po pewnym czasie okazało się, że trafiła do nas para, i od tamtej pory, średnio dwa razy do roku, nasze żółwie uparcie składają jaja. Niestety, nie mamy możliwości, aby stworzyć odpowiednie warunki do ich rozwoju, więc nie udało nam się doprowadzić do narodzin małych żółwików. Ale może kiedyś się uda, w końcu nasze żółwie to młodzieniaszki zaledwie, cóż to jest 15 lat dla tak długowiecznych zwierząt!



Mamy też traszki Waltla, początkowo kupione dwie, jak to zwykle robimy, żeby im nie było smutno. I jak zwykle okazały się być parą, która po pewnym czasie nam się rozmnożyła. Traszki sa bardzo wdziecznym materiałem do obserwacji, ponieważ wygladaja niezwykle "przedpotopowo" i sa namiastką swiata, którego na co dzień nie jest nam dane oglądać.

Dwukrotnie ratowałam im życie, odnajdując je w trakcie krajoznawczo-rozpoznawczych ucieczkek z akwarium. Jedną z tych akcji ratunkowych zawdzieczają nasze traszki ... Clarze, bo to ona pierwsza zauważyła ich wedrówkę po pokoju, a próbując się "pobawić" zadziałała jak prawdziwy myśliwski kot i "wystawiła" wszystkie po kolei.




Chciałabym wspomnieć tu o jeszcze jednych zwierzętach z naszego domu, jedyne których juz nie mamy. To papuzki nierozłączki, których parkę trzymaliśmy przez kilka lat. Odrabiały z nami lekcje (zamieszkały jeszcze w czasach studenckich), i na zawsze pzostanie mi w pamięci Papużek stukający dziobkiem w książkę, z której właśnie chciałam się uczyć, albo siedzący na ramieniu Bohdana i zaglądający, co ten mój mąż tam robi na stole kreślarskim. Tak już jest, że nie zawsze możemy mieć wszystko, czego chcemy, i papużek juz u nas nie ma, a teraz, kiedy w domu zapanowały koty, chyba już ich nie będzie... To jedyne zdjęcie, jakie się zachowało z tamtych lat, rok 1990.






Jeśli chcesz więcej dowiedzieć się o mojej rodzinie i naszych wojażach, zapraszam na moją stronę domową      Szadurscy.pl

Ta należy do kotów.



Powrót do "O mojej rodzinie"            Powrót do góry            Powrót do strony głównej
Projekt i prowadzenie strony: Dorota Szadurska                  Mapa strony