Koty brytyjskie
   British Shorthair

      hodowla

     Agilis Cattus*Pl


Na tej stronie:

Kastracja               
Bezpieczne okna    
Wypuszczanie kota 
Zagrożenia w domu
Groźne rośliny       

Wiem, że tytuł brzmi trochę niepokojąco, ale chciałabym zwrócić uwagę na rośliny, które mogą być bardzo niebezpieczne w przypadku zjedzenia, a niekiedy kontaktu ze skórą, nie tylko zresztą dla kotów.
Więcej>>>>>>>



Zapraszam na stronę poświęconą pytaniom, na jakie odpowiedzieć sobie Państwo musicie podejmując decyzję o zakupie kota.
Więcej>>>>>>>>>





Rodowód ciągle postrzegany jest przez Państwa jako nic nie znaczący papierek. Najczęściej próbujecie Państwo przekonywać, że przecież nie chodzi o papier, tylko o kota do kochania. Ale w takim wypadku nie trzeba w ogóle myśleć o kocie rasowym, jest tyle kotów domowych, które łakną kochania, i nie mają właśnie tego papierka, a niejednokrotnie są równie piekne i oddane jak ich kuzyni-arystokraci. O tym, czym jest rodowód, dlaczego jest naprawdę ważnym dokumentem, i dlaczego ZAWSZE, bez względu na cenę, powinniście się go Państwo domagać, Tutaj>>>>>>>
Borgia Agilis Cattus*PL















Toksoplazmoza zawsze była postrachem dla kobiet, szczególnie tych planujacych bądź spodziewających się dziecka. Koty są do dziś powszechnie obwiniane o tę chorobę, a niewiedza ne temat dróg zarażenia pozbawiła niejednego futrzanego przyjaciela ciepłego i kochającego domu. O tym, dlaczego nie należy bać się kotów, i dlaczego choroba ta nazywana jest "chorobą rzeźników", poczytacie Państwo Tutaj>>>>>



































Na tej stronie chciałabym napisać o rzeczach, o których często nie myślicie Państwo przed zakupem kota, a jeśli nawet myślicie, to nie traktujecie zbyt poważnie, bo nie mieszczą się w kanonie ogólnie przyjętych prawd i poglądów na temat kotów w domu. Ja jednak poproszę o chwilę cierpliwosci i doczytanie tej zakładki do końca, mam nadzieję, że choć u części z Państwa uda mi się zmienić te ogólnie przyjęte, często nieprawdziwe i krzywdzące, "prawdy". Osobiście jestem przekonana, że wiele z tych obiegowych opinii trwa tylko dlatego, że po prostu nikt nie powiedział nam, że moze byc inaczej. Ja w kazdym razie wierzę w moc "kaganka oświaty". Zapraszam do czytania!


Kastracja

Ciągle postrzegana jest jako zło konieczne, rodzaj okaleczania zwierzęcia. Przeciwnicy kastracji odwołują się do idei wolności, swobodnego korzystania z życia i życia zgodnego z naturą. Nie będę tu używała argumentów o zwiększaniu populacji bezdomnych kotów, bo to najwyraźniej nikogo nie wzrusza. Chciałabym zwrócić uwagę Państwa na inne, może trochę bliższe przeciętnemu człowiekowi aspekty.

Po pierwsze, z chwilą kiedy zwierzę jest pod opieką człowieka, kończy się jego życie "zgodnie z prawami natury". Ludzie wyznający ten pogląd nie powinni swoich kotów wpuszczać do domu, dopieszczać Royalem, a jeśli zachorują, pozwolić im zgodnie z naturą wyzdrowieć albo umrzeć. Nie ma czegoś takiego, jak "częściowe życie w zgodzie z naturą", jak nie można być "częściowo w ciąży". Argument ten jest więc z gruntu nieprawdziwy, "szyty na miarę", tak żeby w danym momencie usprawiedliwić nasze zachowanie. Właściciele psów nie powinni w takim razie trzymać swoich pupili w ogrodach, a pozwolić im swobodnie biegać po okolicy, aby zgodnie z naturą moły kogoś pogonić, obszczekać, czasami może nawet poszarpać za nogawkę. Jesteśmy odpowiedzialni za zwierzę, które zamieszka w naszym domu, i to nasz dom staje się jego naturalnym środowiskiem.

Kastracja nie ogranicza kotu spełniania jakichś potrzeb, po prostu tych potrzeb nie ma. Nie ma utraty przyjemności tam, gdzie nie ma łaknienia. To my, ludzie, pamiętając o przyjemnościach związanych z tą sferą życia, przypisujemy kotu własne poglądy. Kot poglądów nie ma, ma jedynie wysoki poziom testosteronu, jeśli nie jest wykastrowany, bądź estrogenów w przypadku kotki, i musi ten nadmiar jakoś rozładować. Nawt nie wie, czemu to służy, gdyby koty parzyły się z innych powodów, wówczas obserwowalibyśmy to , podobnie jak w ludzkim świecie, o każdej porze roku, ot tak dla przyjemności. Tak jednak nie jest.

Po drugie, znaczenie. Kocur, który nie jest wykastrowany, ma bardzo silny instynkt terytorialny. Obejmuje sobie jakiś teren w posiadanie, i jego granice oznacza nie tylko moczem, ale również specjalną wydzieliną o zapachu najzwyczajniej w świecie dla ludzkiego nosa ohydnym. Jeśli kot mieszka w mieszkaniu i nie wychodzi na zewnątrz, wówczas właściciele sami bardzo szybko dostrzegaja absurdalność argumentu związanego z życiem w zgodzie z naturą i bardzo szybko kota kastrują, ponieważ dla takiego kota granice terytorium to ściany mieszkania. Gorzej przekonać tych, którzy mają koty "wychodzące", ponieważ kot oznacza teren "gdzieś daleko". Mogą to być np. drzwi sąsiada, który nie jest niczemu winien ale będzie miał codziennie na świeżo "spryskane" schody, albo ulubiony krzew w ogródku, albo piaskownicę dla dziecka. Może to przekona niedowiarków, zwłaszcza że kiedyś ich kot zestarzeje się osłabnie, i nie będzie już miał siły bronić swojego terytorium, więc w ramach rewanżu to do Państwa przyjdzie kot sąsiada, który też chce, żeby jego zwierzę żyło w zgodzie z naturą, i granica jego terytorium może wypaść na Państwa wycieraczce... Oprócz znaczenia, koty walczą o swoje terytoria, i ja osobiście nie zniosłabym widoku poszarpanych uszu i innych ran u mojego kota. Pisze do mnie wiele osób z pytaniami, dlaczego ich kot "śpiewa" w nocy, alo że przestał jeść, wygląda ogólnie nieszczęśliwie i zahowuje się nieswojo. Życiem kota rządzą zapachy, i woń kotek w rui, dobiegająca przez otwarte okna, jest nie do zniesienia. Proszę sobie wyobrazić, panowie (bo to mężczyźni są najczęściej orędownikami pozostawianie kocurowi oprzyrządowania), że macie spędzić całe życie za szybą, za którą przechadzają się ciągle młode, rozebrane, do tego "chętne" kobiety, ale żadna z nich nigdy nie będzie dostępna. Dla kocura oczami jest jego nos, to dlatego tak markotnieje, przestaje jeść, gubi gwałtownie sierść. Niektórzy uważają, ze można kota wypuścić, to sobie "poużywa" na jakieś bezdomnej kotce - ale typ moralności pani Dulskiej pozwolę sobie pozostawić bez komentarza. Wspomnę jedynie o chorobach, które kocur może z takiej upojnej randki przynieść, a niektóre z nich, jak "koci AIDS", kończą się dla kota tragicznie. I walki, nieodłączny element kocich godów, nie zapasy, ale prawdziwe bitwy, o krwi nie tylko pierwszej. Jeśli komuś podoba się takie życie z naturą dla jego kota, to gratuluję odporności - ja osobiście bym tego nie zniosła.

Kotki to dokładnie ten sam problem. Nie jest prawdą, że kotki nie znaczą - wiele z nich sika na ściany, sprzęty, drzwi, buty, w okrese rui. Jak sobie pomyślimy, że ruja u kotki może przybrać postać tego, co lekarze określają mianem "rui permanentnej", czyli tydzień rui, 3 dni przerwy, i kolejny tydzień zawodzenia, i tak przez np. dwa miesiące, takie znaczenie zaczyna być poważnym problemem. Kotka w rui jest cakowicie we władzy instynktu, którego nie rozumie, kłądzie się wię przed nami z błaganiem w oczach, próbuje zalecać się do naszych butów albo nogi stołowej. Nie wiem, dla kogo może to być zabawne. Przestaje jeść, gubi sierść, wygląda zwyczajnie na chorą, i tak się zapewne czuje. Stałe przekrwienie macicy, które temu towarzyszy, prędzej czy później doprowadza do rpomacicza - to problemy, z którymi hodowcy muszą się często borykać, bo przecież nie można kotek kryć na okrągło. A ropomacicze to rzadko choroba leczona zachowawczo, najczęściej trzeba kotkę operować, czyli usunąć macicę i przydatki tak vczy inaczej, co równa się w rezultacie kastracji, tyle że przeprowadzanej już niejednokrotnie w warunkach zagrożenia życia kotki. Nie ma czegoś takiego, jak młode dla zdrowia chociaż raz. Dla zdrowia kotki najlepiej przeprowadzić zabieg kastracji zanim rozpędzi się hormonalna maszyneria, moi lekarze określają wiek optymalny jako 6-8 miesięcy. Już po okresie najważniejszego wzrostu, ale jeszcze przed rozchwianiem hormonalnym. Kotki hodowlane po okresie rozrodu są kastrowane, podobnie jak ich "nakolankowe" koleżanki.

Trzecia sprawa to ta, o której napomknęłam na początku, że nie będę się nad nią rozwodziła, ale jednak do niej wrócę. Chodzi mi o niekontrolowany rozród. Spotkałam się z twierdzeniem, że to problem właścicieli kotek (to jak się dawniej mawiało, że lepiej mieć syna niż córkę, bo syn problem z domu "wynosi", a córka "przynosi", ale myślę, że z moralnością pani Dulskiej czas już skończyć). Prawda jest jednak taka, że kocur nie wie, czy kotka jest kastrowana czy nie, i będzie "atakował" każdą, i "zgwałci" nawet tę wykastrowaną, która wcale na to nie ma ochoty, ale jest z definicji słabsza. Dzieci z tego nie będzie, ale przymuszanie do czegoś, na co się nie ma ochoty, jest chyba marną przyjemnością, zwłaszcza że akt kopulacji jest u kotów aktem bolesnym, stąd zapewne tak silny popęd w okresie rui. I stąd brak zachowań seksualnych, gdy tej rui nie ma. Kocur, który nie będzie wykastrowany, będzie bił i gnębił wszystko co jest kotopodobne w okolicy, nawet wykastrowanego kota sąsiada, który niczemu nie jest winny i w niczym mu nie zagraża. Proszę sobie to przemyśleć, i postawić się w sytuacji, w której to Państwa np. stary już kot jest systematycznie bity przez "młodego boga" który właśnie zamieszkał w domu obok. Takie swobodne zachowanie nie jest tolerowane w przypadku psów, nie dlatego że one nie zasługują na życie "w zgodzie z naturą", ale po prostu dlatego, że się ich boimy, bo mogą zrobić nam krzywdę, co nie grozi nam w przypadku kotów. Nikt też nie oponuje przeciwko kastrowaniu koni - konie mają nam przecież służyć, a nie wyrywać się do klaczy. Ciekawe, że one nie muszą żyć w zgodzie z naturą. Ale niech ta prawda, może nie najprzyjemniejsza, uświadomi nam, jak łatwo dorabiamy sobie ideologię do różnych trudnych spraw.

Na szczęście włąściciele kotek szybciej rozumieją problem, bo kotka do domu wróci i tam urodzi kocięta, zgodnie z naturą, ale to już jest pewien kłopot dla właściciela, o czym wie każdy, komu się taki prezent przytrafił. Wielu właścicieli ucieka w podawanie kotkom hormonów, ale ja przestrzegałabym przed tym, bo podawanie hormonów bardzo silnie wywraca gospodarkę hormonalną i metabolizm samej kotki, co najczęściej kończy się podobnie jak stałe, utrzymujące się długo ruje, czyli ropomaciczem, a wtedy operacja (równoznaczna z kastracją tak czy inaczej), niekiedy niestety śmierć. Oczywiście odezwie się tu wiele osób, które stosowały u swoich kotek hormony i nic się nie stało, ale to jest tak, jakbyśmy mówili, że papierosy nie szkodzą, bo znamy osoby, które je palą i żyją.

Kastracja jest jedynym sposobem na szczęśliwego, zadowolonego i spokojnego kota, i na spokojne, kulturalne i bezkonfliktowe życie z naszymi sąsiadami. Oni w końcu też zasługują na trochę uwagi.



Zabezpieczenia w domu

Trochę szumnie to może brzmi, chodzi mi głównie o okna i uchronienie kota przed upadkiem.

Ilekroć wspominam o siatce w oknie, według mnie nieodzownym elemencie w domu, w którym jest kot, spotyka się to ze zdumieniem. Siatka w oknach jest tym, czym dla nas pasy bezpieczeństwa w samochodzie, mogą się nam nigdy w życiu nie przydać, ale możemy też ten jeden jedyny raz, nie z własnej winy nawet, mieć nieszczęśliwy wypadek, i mogą nam one ocalić życie. Mój mąż i teściowa są tego żywymi (na szczęście) dowodami. Nie ma czegoś takiego jak "koty samobójcy" (zdarzyło mi się kiedyś usłyszeć takie stwierdzenie na temat kota, który po raz trzeci wypadł z okna i po raz trzeci miał leczony uraz kręgosłupa i miednicy), dorosły kot doskonale zdaje sobie sprawę, jak wysoko się znajduje, i że z danej wysokosci nie ma szansy na skok. Niestety, kot posiada bardzo silny instynkt łowiecki, i jeśli przelatujący obok ptak wyda mu się możliwy do złapania, może po prostu zapomnieć, gdzie się znajduje, i skok okazuje się "ostatnim wyskokiem". Siatka w moim oknie na pewno raz uratowała życie, a w kazdym razie zdrowie Clary, która ten jeden, jedyny raz zapomniała się i wylądowała z nosem w oczkach siatki, mrucząc bardzo niezadowolona, ale cała i zdrowa.

Nie namawiam tu nikogo, żeby "zepsuł" sobie wygląd mieszkania tandetną, plastikową moskitierą. Obecnie mamy na rynku mnóstwo materiałów, które mogą zostać wykorzystane do wykonania naprawdę estetycznego, prawie niewidocznego, dodatkowego elementu okna. Na zdjęciu obok prezentuję włase okno, siatka w nim założona to siatka ogrodowa, ciemnozielona, jeśli któś z przychodzących nie wie, że mam w oknach siatki, w ogóle jej nie dostrzega. Rama, na której rozpięliśmy siatkę, przymocowana jest do muru, tak więc okno nie jest zniszczone ani podziurawione.

Niestety, nie wystarczy zapewnienie, że nasze okna są uchylne. Moje też są, ale gdy przychodzi lato, mogę je bezstresowo otworzyć na oścież. Poza tym, wielu hodowców przestrzegało mnie przed innym niebezpieczeństwem, związanym właśnie z oknami uchylnymi. Dotyczy ono głównie nmłodych kociąt, które bardzo sprawnie potrafią wspiąć się po ramie okiennej, i jesli uda im się wcisnąć głowę w szparę na górze, zjeżdżają na dół klinując sobie głowę. Te wypadki niestety nie miewają szczęśliwego zakończenia, chyba że akurat jesteśmy w domu. Osobiście ściagałam Clarę jako młodziutką jeszcze kotkę z okna, na które wspięła się bez problemu, bo zobaczyła szparę na górze. Nie pozwalam sobie na uchylanie okien, jeśli mam wyjść w domu, i jeśli nie ma mnie w pomieszczeniu, w którym jest uchylone okno. Albo po prostu zamykam drzwi do pokoju, chociaż Clarze już przeszła ochota na takie zabawy.

Ale po siatce okiennej wspina się do dziś, układa się jak lwica na ramie otwartego okna, i tak z góry spogląda na nas, rodzaj ludzki, mrużąc ślepka jakby chciała powiedzieć: "I co, może też tak potrafisz?"



Wypuszczanie kota na dwór

Jak zwykle w takich wypadkach, spotkam się zapewne z dużą liczbą oponentów, moje stanowisko jest jednak niezmienne: kota urodzonego i wychowanego w domu (mieszkaniu) nie wypuszczamy na dwór. Nie mam tu na myśli kontrolowanego wychodzenia na smyczy, jak to robimy w przypadku psów, ale swobodnego, bezstresowego wypuszczania bez dozoru. Moi przyszli nabywcy muszą zaakceptować taki zapis w umowie, ponieważ nie sprzedaję kotów do domów, w których się tej zasady nie przestrzega. Powodów jest kilka.

* Dla kota, który urodził się i wychował w domu, to nasze mieszkanie jest środowiskiem naturalnym. Kot taki do ok. 3-3,5 miesiaca przebywa w hodowli, w okresie, kiedy najwięcej zachowań uczy się od swojej matki. Nie nauczy się więc zasad życia na wolnym powietrzu. Zagrożeniem i rzeczą nieznaną będą dla niego zbyt duże przestrzenie, samochody, a nawet inne, obce, z nieznanych dla niego przyczyn, wrogie koty. Przecież do tej pory było cieplo, przytulnie i swojsko. Cała praca hodowcy, aby oddać w Państwa ręce ufnego kota, idzie na marne, bo tam, na zewnatrz, kot uczy się strachu i tego, że świat może być wrogi, a człowiek niekoniecznie przyjazny. Nie wszyscy lubią koty...

* Kot najzwyczajniej w świecie może, i nie jest to wcale takie rzadkie, zostać ukradziony. Ten argument na szczęscie nie wymaga dalszego tłumaczenia, cena kota rasowego, bez względu na rasę, najlepiej się broni.

* Większość wypuszczanych wolno kotów prędzej czy później, niestety, ginie pod kołami samochodów. Koci sposób obrony przed napastnikiem, który w pierwszej kolejniości każe im się przyczaić, bo może niebezpieczeństwo minie, w tym przypadku jest najczęściej źródłem ich zguby.

* Choroby, w tym niektóre śmiertlelne, jak koci AIDS czy FIP, na które nie ma lekarstwa, a zarażają się nimi koty przy bezpośrednim kontakcie. Proszę mi uwierzyć, nie ma nic straszniejszego od patrzenia na powolne umieranie kogoś, kto stał się już członkiem naszej rodziny, i nie jest tu w niczym pomocna decyzja o eutanazji, skracająca może cierpienia kota, ale na pewno nie kojąca naszego poczucia winy i bezradnosci.

Rzeczy, które nie zawsze wyglądają groźnie, a jednak...

Dobrze jest popatrzeć na nasz dom z kociej perspektywy, szczególnie z perspektywy małego kociaka. Czy w domu nie ma wąskich przestrzeni, w które kociak może się wcisnąć i zaklinować? Czy ujście kominka jest zamknięte, tak żeby kot nie mógł wspiąć się do komina? Dobrze jest zrobić mały przegląd naszego domu jeszcze przed przyniesieniem kota do domu, tak żebyśmy nie byli zaskoczeni pomysłowością naszego nowego domownika. Poniżej podaję kilka najważniejszych punktów naszego codziennego życia, które pozornie niewinne, mogą stać się zagrożeniem dla naszego kota:

* Toaleta: należy pamiętać, aby zawsze zamykać pokrywę toalety. Kocięta lubią tam zaglądać, a jeśli wpadną głową w dół, mogą się utopić, albo w najlepszym razie poważnie zatruć środkami chemicznymi, których na ogół używamy, aby utrzymać toaletę w czystości.

* Pralki, lodówki, zmywarki, kuchenki - z jakichś powodów koty uwielbiają się w nich chować, trzeba więc bezwzględnie przestrzegać zamykania tych urządzeń, a jeśli z jakichś powodów były otwatrte przez jakiś czas, należy bezwzględnie sprawdzić przed zamknięciem, czy nie ma w nich kota... Jesli domownicy sa roztargnieni, można ponaklejać "przypominajki" na drzwiach wszystkich urządzeń, które mogą okazać się dla kota pułapką.

* Chemikalia, środki czystości - dla każdego jest oczywiste, że substancje te powinny być trzymane poza zasięgiem zwierząt. Mniej jednak zwraca się uwagę na to, że jeśli myjemy podłogę srodkami chemicznymi, powinniśmy unikać wpuszczania kota na te powierzchnie - kot, wylizując sobie łapy, "zjada" równocześnie wszystkie cudownie-czyszczące substancje. Trudne do zdiagnozowania problemy z układem pokarmowym, nie mówiąc o innych, poważniejszych schorzeniach, mogą mieć swoje źródło w takiego rodzaju podtruwaniu. Ja zrezygnowałam ze stosowania silnych środków, używam jedynie tych, które my sami "zjadamy", czyli płyny do mycia naczyń, i to te ulegające biodegradacji. Podłogi może nie są tak lśniące jak na reklamach, ale nie miałam nigdy problemów jelitowych u swoich kotów.

* Lekarstwa też bezwzględnie należy trzymać poza zasiegiem kota, szczególnie że niektóre z nich, dla nas zupełnie niewinne, jak polopiryna czy wapno, są dla kota silnie toksyczne.

* Okna - opisane wyżej, więc nie bedę się nad nimi rozwodziła, ale dla porządku przypominam o ich odpowiednim zabezpieczeniu. Powtarzam, koty to nie samobójcy, ale impuls w postaci przelatującego blisko ptaka czy choćby zwykłej muchy może okazać się nie do odparcia.

* Torebki foliowe - koty wprost uwielbiają się w nich chować. Nie wiem, czy tak bardzo podoba im się szelest, czy dotyk samego materiału, z którego są zrobione, ale lubią do nich wchodzić, i narażają się w ten sposób na wiele niebezpieczeństw: możemy ich nie zauważyć i na nich usiąść, albo nadepnąć, a największym zagrożeniem, szczególnie w przypadku dużych toreb lub folii, jest możliwość uduszenia. Wiem, ze widok kota wyglądajacego z torby jest bardzo zabawny, ale pamietajmy, żeby nie zostawiać pustych toreb foliowych bądź folii (to drugie znacznie bardziej niebezpieczne!).

* Rośliny. Wiele roślin jest szkodliwych dla kotów, niektóre z nich są wręcz toksyczne i mogą spowodować poważną chorobę, a w skrajnych wypadkach zgon. Koty lubią skubać rośliny, dobrze jest mieć dla nich posianą specjalną trawkę, tak żeby zawsze była dla nich dostępna. Niebezpieczne rośliny to:



  • Lilie i rosliny liliowate
  • Alocasia sp.
  • Aloes
  • Azalia
  • Diffenbachia
  • Dracena, Smokowiec
  • Fikusy
  • Geranium
  • Hortensja
  • Bluszcz pospolity (wiele odmian)
  • Liguster
  • Narcyz
  • Tytoń ozdobny
  • Filodendron
  • Różanecznik, rododendron
  • Czosnek
  • Bukszpan
  • Fiołek alpejski,cyklamen
  • Konwalia majowa
  • Łubin
  • Oleander
  • Pomidor (tylko pnąca część!)
  • Mak
  • Pierwiosnek


  • Lista tych roślin jest bogatsza, ja podaję jedynie te najczęściej spotykane w naszych domach i ogrodach. Nie znaczy to, że mamy się pozbyć wszystkich naszych kwiatów. Wiekszość z nich, np. rośliny doniczkowe, wystarczy trzymać w miejscu niedostępnym dla kota. Należy jednak pamiętać, że zjedzenie niektórych z tych roślin jest bardzo niebezpieczne (liscie roślin liliowatych są szczególnie silnie tosyczne, ich zjedzenie może doprowadzić bardzo szybko do poważnego uszkodzenia nerek, a w konsekwencji nawet niewydolności i śmierci).

    __________________________________________________________________
                                           Opracowanie: Dorota Szadurska


                   Strona główna          Powrót do "Kupno kota"               Do góry                      Projekt i prowadzenie strony: Dorota Szadurska